LOFOTY – szlaki, plaże i punkty widokowe; wyprawa: sierpień 2025
LOFOTY – szlaki, plaże i punkty widokowe. Co to za miejsca?
LOFOTY – szlaki, plaże i punkty widokowe. WĘDRÓWKA

Organizując wyjazd na Lofoty mieliśmy zaplanowanych kilka interesujących trekkingów górskich, odwiedzenie norweskich wiosek, miasteczek i atrakcji turystycznych, o których już napisaliśmy TUTAJ oraz przepięknych plaż, którymi można bez końca spacerować. Z uwagi jednak na fatalną pogodą, która „ugościła” nas ciągłym deszczem musieliśmy zweryfikować, a dokładniej okroić plany rezygnując z tego, na czym nam najbardziej zależało, czyli na górskich trekkingach. Spacerując w deszczu jak wiemy nie ma przyjemności, poza tym na Lofotach, gdzie podejścia są bardzo ostre przy takiej pogodzie stają się mało bezpieczne. Musieliśmy się więc obejść smakiem, ale jedną, sztampową wędrówkę udało nam się odbyć. A gdzie?

Kwaterując w Reine po prostu trzeba wyjść na Reinebringen. To jeden z najbardziej spektakularnych punktów widokowych w całych Lofotach. Wznosi się na około 484 m n.p.m. nad malowniczą, wspomnianą już wioską rybacką Reine oferując fantastyczny widok, który często uznawany jest za „pocztówkowy obraz Norwegii”. Trasa na szczyt jest stroma, z pewnością każdy odczuje tu zadyszkę, nie mniej jednak szlak jest dobrze przygotowany z bezpiecznie uformowanych głazów w kamienne schody. Nie ma jednak żadnych zabezpieczeń typu barierki, łańcuchy ani na szczycie, ani na szlaku. Zresztą nie są one aż tak potrzebne, ale czasem trzeba uważać na delikatnych zwężeniach, szczególnie na szczycie, gdzie zawsze jest sporo turystów. Trasa na szczyt zajmuje – zależnie od kondycji od trochę ponad godziny, nawet do dwóch.

Nam zajęło chyba ok 1,5 godziny licząc od samego Reine. Na górze nagroda w postaci niewyobrażalnego widoku na Reine, Sakrisøy i Hamnøy. Szlak przed 2019 był niebezpieczny, szczególnie po deszczu, ponieważ nie było tam tak przegotowanych kamiennych schodów jak teraz. Dokładnie w 2016 roku rozpoczęto budowę tego traktu z głazów. Z pomocą nepalskich szerpów ułożono około 1.600 kamiennych schodów. Cała budowa zajęła z przerwami prawie 3 lata, dzięki temu praktycznie każdy może bezpiecznie wyjść na szczyt i zachwycić się widokiem. Cała przyjemność zajmie około 3…3,5 godziny nawet z dłuższym pobytem na szczycie. Należy zwrócić uwagą na to, że na górze mocno wieje i nawet w czasie tak pięknej pogody jaką jeszcze mieliśmy, było zimno. Z tego względu zalecamy zabrać nie tylko zapas wody do picia, ale również jakiś softshell, który ochroni przed wiatrem na szczycie.
W czasie podejścia raczej nie będzie nam potrzebny haha. Zejście w dół już spokojnie, ale ci, którzy mają problem z kolanami mogą je odczuć. Po zejściu na dół był czas na mały lunch w centrum Reine w jednej z dwóch fajnych knajpek. To było piękne przed- i południe naszego pierwszego dnia w Reine. Po obiedzie zaczęło się chmurzyć, a wieczorem zaczęło padać i tak już było przez kolejne 10 dni naszego całego pobytu na Lofotach. Pozostało nam już tylko jeździć i odwiedzać miejsca, w których mogliśmy się schować przed deszczem lub tych, gdzie przebywanie na powietrzu nie zajmowało więcej jak 40…50 minut.

To najdłuższe czasy bez deszczu, jak oferowała nam tutejsza aura. Z wytypowanych tras wyszukiwaliśmy te najkrótsze, czyli np. Nubben, szczyt i zarazem punkt widokowy wznoszący się w miasteczku Ramberg. Szlak krótki, stromy, niepolecany w czasie deszczu. Bezproblemowo można zjechać przy schodzeniu. Szczyt wznosi się na wysokość tylko 240 m i taką różnicę poziomów mamy do pokonania wędrując z poziomu morza. Szlak w obie strony liczy sobie około 1 km, więc krótki. Jednak pogoda nie pozwoliła nam wyjść na niego, choć rozpoczęliśmy już podejście. Mniej więcej na poziomie 1/3 wysokości zaczęło padać, a szlak zaczynał coraz bardziej wyostrzać się pod górę dając nam okazję do zjazdu na tyłku.

Cóż zatrzymaliśmy się, zrobiliśmy parę fotek i zeszliśmy. Minęliśmy się z jedną parą, która twardo wspinała się do celu, który po naszym zejściu na dół znikł w chmurze. Nie chcieliśmy nawet myśleć co zobaczyli i jak wrócili ci, których minęliśmy. Pozostało nam pospacerować po miasteczku. Można tu przejść na redę, skąd pięknie widać fiord.

Kolejny trakt, który myśleliśmy, że uda się przejść bez deszczu to szlak na Holandsmælen. To plan B naszych dłuższych trekkingów. Ten miał długość około 6km w obie strony i zabierał około 3,5 godziny czasu. Podjechaliśmy na parking przy drodze nr 7716 prowadzącej do pięknej plaży Uttakleiv. Postój bezpłatny. Ruszyliśmy. Pierwsze 70% trasy bardzo łatwe. Kiedy doszliśmy do pierwszego punktu widokowego, z którego pięknie widać plażę Hauklandstranda zaczęło już siąpić, z czasem deszcz nasilał się, co uniemożliwiło nam podejście na sam szczyt, na który stąd zaczynała się ostra podejściówka. Cóż, znów pozostał niedosyt. Miejsce zacne, piękny widok na plażę, jednak brakowało tego głównego ze szczytu nie tylko na Haukland, ale również na drugą stronę pasma. Podejście do punktu widokowego dość mocno zmoczyło nam obuwie, ponieważ przechodzi się tu prawie na dziko przez grząskie tereny.

Obie plaże Haukland oraz zlokalizowana za wzgórzem Uttakleiv odwiedzaliśmy 2 razy z nadzieją, że się wypogodzi. Za drugim razem udało nam się obejść cypel z plaży Uttakleiv w kierunku Haukland nie moknąć, haha to była radość. I jeszcze skonsumowaliśmy prowiant na ławeczkach przy Uttakleiv, gdzie swobodnie pasły się owce. No i w taki sposób zeszliśmy z górskich szlaków na te plażowe, którymi powędrujemy dalej pokazując te najładniejsze plaże na Lofotach, które udało nam się zobaczyć. Plaża Haukland – to ta widoczna z naszego szlaku na skalnym punkcie widokowym. Na pierwszy rzut oka trudno uwierzyć, że taka plaża znajduje się za kołem podbiegunowym. Bielutki piasek, turkusowa woda i surowe, górskie krajobrazy tworzą widok, który zostaje w pamięci na długo. Haukland zachwyca kontrastami. W słoneczny dzień woda przybiera niemal tropikalny kolor, choć jej temperatura rzadko przekracza 10–12°C.

Otaczające plażę góry nadają temu miejscu klimatu jak nie z tego świata i sprawiają, że każdy spacer staje się małą przygodą. I tu mamy możliwość odbycia bardzo lekkiego i przyjemnego spaceru do plaży Uttakleiv, jeśli zaparkujemy na parkingu przy Haukland. Możemy też przejechać autem na parking przy plaży Uttakleiv i stamtąd powędrować brzegiem do Haukland. Niestety z jednej, czy drugiej plaży powrót tą samą drogą, ponieważ jeśli wybierzemy spacer wzdłuż szosy to trzeba przejść długim tunelem bez pobocza pod górami stanowiącymi cypel, który właśnie obeszliśmy z jednej do drugiej plaży. Przy parkingu Haukland znajduje się przyjemna knajpka z toaletami, gdzie polecamy dobrą, gorącą czekoladę.

Przy plaży Uttakleiv nie ma żadnej gastronomi, ale za to jest wspaniały widok. To, co wyróżnia Uttakleiv, to niezwykłe połączenie białego piasku, turkusowej wody i skalistych gór, które wyrastają niemal prosto z morza. Charakterystyczne są też wygładzone przez fale głazy rozsiane po brzegu – często fotografowane, bo nadają krajobrazowi niemal surrealistyczny wygląd. Plaża jest popularnym miejscem wśród fotografów, szczególnie zimą, kiedy można tu obserwować zorzę polarną. Latem z kolei przyciąga miłośników wędrówek i tzw. „midnight sun”, czyli słońce, które nie zachodzi przez całą dobę. Mimo swojego piękna Uttakleiv pozostaje miejscem spokojnym i stosunkowo dzikim co jest niewątpliwym plusem.

Nawet w sezonie turystycznym można tu znaleźć ciszę i poczucie bliskości natury. To idealne miejsce dla osób szukających odpoczynku z dala od tłumów oraz dla tych, którzy chcą zobaczyć jedną z najbardziej spektakularnych odsłon norweskiego wybrzeża. No dobrze, ale co z tym spacerem…? Parkując auto przy jednej lub drugiej plaży możemy obejść bardzo komfortowym traktem cały cypel ze szczytem Veggen oraz wspaniałym punktem widokowym Mannen, który mieliśmy w planie zdobyć.

To jedno z tych miejsc, które pogoda wycięła nam z planu. Pozostał jednak lekki spacer u jego podnóża, który przy tej pogodzie wprawił nas w radość. Jak już wspomnieliśmy po przejściu z jednej plaży do drugiej trzeba wrócić tą samą drogą z uwagi na brak ścieżki turystycznej wzdłuż szosy. Jedźmy dalej. Wracając w kierunku Reine drogą E10 zatrzymujemy się na przepięknej i dużej plaży Skagsanden. Mamy tu parking i spory kamping. Tu z pewnością możemy dłużej pospacerować, jeśli pogoda pozwoli haha.

Plaża bardzo duża, z wyrastającymi z wody ostrymi górami na horyzoncie. Bardzo długie zejście do wody, która płyciutko podpływa głębiej w ląd tworząc duże i małe niecki wodne, które pokazują nam krajobraz w odbiciu lustrzanym. Oj, pięknie. Pomimo chłodu i lekkiej mżawki nie chciało nam się stąd odjeżdżać. Plaża znajduje się tuż przy drodze, więc po prostu trzeba się tu zatrzymać. Jedziemy trochę dalej w kierunku Reine. I co? I znów cudo natury. Plaża Ramberg.

Jest tu mały parking i zejście ścieżką do bajkowej plaży. No nie do wary, że tu są takie miejsca. Ta w odróżnieniu od poprzedniej, którą właśnie opuściliśmy otoczona jest zielenią. Dalej idealny żółto – biały piaseczek i olśniewający turkus wody. A nad tym wszystkim ciemne, kłębiące się chmury. Co za klimat. Oczywiście wieje jak cholera, więc zbyt długo nie można pospacerować, ale około kwadransa spędziliśmy tu konsumując fantastyczny krajobraz.

Czas oddalić się od Reine i przejechać dłuższy kawałek w kierunku stolicy Lofotów miasta Svolvær. Jadąc drogą nr E10 skręcamy w boczną drogę 816 prowadzącą co miasteczka Henningsvær uważanego za Wenecję Lofo0tów. Tak, oni tez tu mają swoją Wenecję haha. Zaraz po zjechaniu na drogę 816 mamy parking przy plaży Rørvikstranda. I tu znów zachwyt. Wspaniała plaża w zatoczce. Tu mieliśmy trochę słońca. Wytrzymało nawet prawie cały dzień, który spędziliśmy właśnie w Henningsvær.

Po opuszczeniu miasteczka zatrzymaliśmy się na tej plaży, wcześniej kontemplując inne widoki na trasie. Oj spędziliśmy tu około 30…40 minut konsumując prowiant, aż w końcu lunęło haha. Nie mogło być inaczej. Ale i tak cieszyliśmy się wtedy, że aż tyle wytrzymało bez deszczu, a nawet w słońcu.

Oczywiście mieliśmy w planie odwiedzić więcej plaż, na które jednak wymagana była wędrówka. Niestety wspomniana już pogoda uniemożliwiła nam ich odwiedzenie. Jednak podpowiemy Wam, które naszym zdaniem warto odwiedzić i które mieliśmy jeszcze zaplanowane do „zdobycia”. Obowiązkowo plaża Bunes, do której docieramy najpierw statkiem z Reine. Kursy odbywają się dwa razy dziennie. szczegóły zobaczcie TUTAJ. Najlepiej oczywiście popłynąć rano. Rejs trwa około 1 godziny. Po opuszczeniu statku mamy lekką wędrówkę. Musimy oszacować sobie czas tak, aby zdążyć na wykupiony rejs powrotny. Druga plaża to Kvalvika.

Docieramy na nią znów wędrówką przez góry. Szlak w jedną stronę to ok 2,5 km. Start z małego, bezpłatnego parkingu przy drodze FV 808. Tu uwaga, bardzo duży problem z miejscem, a przy drodze nie ma jak stanąć. Na dodatek straż miejsca jeździ i zwraca uwagę, że nie można parkować poza parkingiem. Mając do dyspozycji cały, niezakłócony deszczem dzień możemy do plaży zejść wędrując na szczyt Ryten z pięknym widokiem na tą plażę. W tym przypadku sugerujemy zostawić auto na parkingu na końcu drogi 7602 i tu wejść na szlak nr 8. W tym momencie mamy połączone dwie atrakcje: plaża Kvalvika i piękny szlak na Ryten, który lokowaliśmy w naszym trekking-planie. W ten sposób przechodzimy z naszego Beach-planu do Trekking-planu haha. I tu pogoda najbardziej pokrzyżowała nam plany, ponieważ na plaże można było podjechać, w aucie lub knajpeczce przeczekać deszcz, a na szlaku już nie ma takiego komfortu. Podstawowo miejsca, które po prostu trzeba zobaczyć z punktu widzenia wędrowca to opisany szlak i szczyt Reinebringen, wspomniany szlak na Ryten i Mannen, z któryego pięknie widać plaże Haukland i Uttakleiv.

Dalej szczyt Offersøykammen z przepięknym widokiem 360 stopni. Dystans krótki, bo w obie strony ok. 3 km z parkingu Skreda. Szlak ostro pod górkę, nie polecamy w czasie i zaraz po deszczu. Trekking na Munkan lub chociaż na Nonstinden dostarczy sporo wrażeń krajobrazowych. Trekking w kierunku Munken Nordtopp to wejście w głąb dzikiej części Lofotów. Dłuższa wędrówka, ale nie trzeba iść do samego końca. Po prostu można wędrować i zrobić w tył zwroty w dowolnym momencie. Odwiedzając miejscowość Å możemy powędrować na Andstabben. Ponoć piękna sprawa. Nam udało się jedynie podejść na wzgórze Litlandstabben, z którego bardzo ładnie widać miasteczko. Mieliśmy 40 minutowe okno pogodowe haha.

Jeśli będziecie kwaterować w okolicy Svolvær to polecamy wspiąć się na szczyt Festvågtinden, górujący nad pięknie położonym miasteczkiem Henningsvær, które odwiedziliśmy i opisaliśmy TUTAJ. Szczyt ten wymaga ostrożności, ponieważ mamy tu znów bardzo ostre podejście. Odradzamy trekking po deszczu. Jeśli ktoś nie da rady to można przejść na punkt widokowy Nipen, z którego również pięknie widać. W okolicy samego Svolver mieliśmy zaplanowany do wyboru trekking na szczyt Tjeldbergtinden lub Fløya. Ten drugi dłuższy i bardziej wymagający. Są tu łańcuchy, więc trzeba się nastawić na odrobinę wspinaczki. Niestety pogoda nie pozwoliła i tu na dłuższe wędrówki. Dobrze, że chociaż mieliśmy okno pogodowe na rejs statkiem do Trollfiordu co już opisaliśmy w artykule o miejscach, które warto zobaczyć na Lofotach.
I w taki właśnie sposób przebrnęliśmy niemal wszystkie atrakcje naszego 14-sto, no może 10-cio dniowego pobytu na Lofotach. Pierwsze 4 dni to okolice Tromso, które opisaliśmy TUTAJ. Przepiękny region, niestety jak się trafi jak my w ciągły deszcze to odczuwa się żal, że człowiek nie mógł zobaczyć wszystkiego, co sobie zaplanował i co warto zobaczyć na Lofotach. Tak to już jest.





