CZECHY

SZPINDLEROWY MŁYN – Źródło Łaby

Panczewski wodospad

SZPINDLEROWY MŁYN – Źródło Łaby; wyprawa sierpień 2017

SZPINDLEROWY MŁYN – Źródło Łaby, DLACZEGO TU…?

Szpindlerowy Młyn


Okres wakacji dla nas to już tylko czas wypadów weekendowych. Każdy taki weekend można sobie naprawdę fajnie zorganizować przez znalezienie interesującego miejsca do zdobycia. Takim właśnie miejscem jest Szpindlerowy Młyn – ekskluzywny ośrodek narciarski w Czechach. Można go oczywiście odwiedzać również latem, ponieważ znajduje tu początek szereg bardzo ciekawych górskich szlaków turystycznych. Jeden z nich stał się naszym celem w sierpniowy długi weekend. Przejście ze Szpindlerowego Młyna przez szczyt Medvedin do Źródeł Łaby i zejście Doliną Łaby to naprawdę wspaniały, nieforsujący zbytnio całodzienny spacer.

SZPINDLEROWY MŁYN – Źródło Łaby, WRAŻENIA

Dolina Łaby


Górska wędrówka jaką sobie zaplanowaliśmy liczyła 16km plus około 1,5km kolejką linową na niezbyt wysoki szczyt Medvedin. Właśnie stąd rozpoczynaliśmy spacer do Źródeł Łaby. Szlak prawie w ogóle nieforsujący, bardzo łatwy. Od Vrbatovej Boudy obfituje w piękne widoki na Karkonosze. Przy tym trakcie znajduje się największy w Czechach Panczawski Wodospad. W połowie trasy góruje nad Doliną Łaby hotel Labska Bouda, gdzie z największa przyjemnością można zdegustować czeskie piwko i podziwiać piękny krajobraz na wspomnianą Dolinę Łaby. Niedaleko stąd znajduje się Źródło Łaby. Musimy stwierdzić, że to miejsce zrobiło na nas najmniejsze wrażenie, ale to w końcu źródło jednej z ważniejszych rzek Czechach, więc nie mogliśmy pominąć tego punktu. Cała trasa bardzo piękna widokowo. Możemy polecić ją każdemu mniej lub bardziej sprawnemu turyście. Należy jednak pamiętać, że pomimo małej ilości forsujących podejść, jeśli idziemy od Medvedina to trasa liczy sobie 16 km. Ten dystans niektórzy mogą odczuć, tym bardziej, że druga połowa to już zejście, czasem ostrzejsze, które dla turystów ze słabszymi kolanami może dać we znaki.

SZPINDLEROWY MŁYN – Źródło Łaby, WĘDRÓWKA

Czas rozpocząć naszą wędrówkę. Wystartowaliśmy „kanapką” z dolnej stacji kolejki linowej na Medvedin. W ten sposób oszukaliśmy największe podejście na całym zaplanowanym do przejścia szlaku. Przejazd w jedną stronę kosztował nas 250 koron / osobę. Szczegóły pracy i aktualne ceny kolejki znajdziecie TUTAJ. Trasa kolejki nie jest długa, więc przyjemność szybko się skończyła. Kiedy wysiedliśmy z kanapy zastanawialiśmy się kiedy lunie, bo ogrom chmur i mgieł jaki wisiał nad nami świadczył tylko o tym, że będzie padać, nie wiadomo było tylko kiedy. Pogoda jednak zlitowała się nad nami i po około 1,5…2 godzinach marszu mieliśmy już słoneczko i piękne widoki. Niedaleko od stacji kolejki znajduje się kierunkowskaz z informacjami o czasach przejść i kierunkach szlaków. Szybko zorientowaliśmy się w kwestii naszego kierunku i ruszyliśmy do określonego celu. Na początku szlak wiedzie drewnianymi kładkami po płaskim terenie. Później wchodzimy na ubity trakt i mamy krótkie podejście. Dalej znów ubity płaski trakt, który łączy się z asfaltową drogą. Tak dokładnie, część szlaku wiedzie asfaltem, którym kursuje autobus dowożąc bardziej leniwych lub mniej sprawnych turystów do Vrbatowej Boudy. Panczawski wodospadTam znajduje się końcowy przystanek i można powiedzieć, że właśnie stamtąd biorą początek już typowe górskie szlaki. Przejście z Medvedina do Vrbatowej Boudy zajęło nam około 30 minut marszu. Większa część tego szlaku bez widoków, ale z drogi asfaltowej już odsłaniały się po naszej lewej stronie całkiem ładne obrazki, które niestety psuła utrzymująca się jeszcze mgła i nisko zawieszone chmury. Na Vrbatowej Boudzie znajduje się restauracja oraz kopiec na Złotym Wzgórzu, który przypomina tragiczne wydarzenie z 24 marca 1913, kiedy czeski zawodnik Bohumil Hanč i jego przyjaciel Vaclav Vrbata, zginęli podczas 50 km wyścigu narciarskiego w burzy śnieżnej. Z tego miejsca prowadzą dwa szlaki do naszego celu – Źródła Łaby. Jeden żółty biegnący nieco wyżej i drugi czerwony biegnący niżej, na którego trasie znajduje się największy w Czechach Panczawski Wodospad. Z tego powodu wybraliśmy właśnie czerwony trakt. Nie wiemy jakie widoki rozpościerają się ze szlaku żółtego, ale z naszego czerwonego były naprawdę piękne. Idziemy praktycznie bez wysiłku, teren płaski, a po naszej prawie stronie rozpościera się coraz ładniejszy krajobraz. Idąc takim powiedzmy wolniejszym marszem dość szybko dochodzimy do wspomnianego Panczawskiego wodospadu. Tutaj zatrzymujemy się na dłuższy czas. Koniecznie trzeba pokontemplować i przede wszystkich wykonać kilka lub nawet kilkanaście fajnych fotek. Bezpośrednio przy szlaku znajduje się punkt widokowy na wodospad i na cały, piękny krajobraz znajdujący się w jego tle. Do wodospadu można trochę podejść, ale niestety nie ma do niego przejścia tak, aby znaleźć się u jego stóp. Tutaj wodospad obserwujemy z góry, gdzie widać trochę większy strumyk. Wodospad nabiera siły dopiero w połowie swojej wysokości, czego z tego miejsca niestety nie widać. Pomimo znaczków, że nie można przechodzić na skały, z których wodospad bierze początek sporo osób przechodzi na własną odpowiedzialność. Ja również nie mogłem się powstrzymać i oczywiście wszedłem tak daleko jak się da. Znajdując się przy wodospadzie nie tylko możemy podziwiać jego urok, ale również wspaniały krajobraz pokazujący się na dalszym planie. Miejsce to jest naprawdę przepiękne. I tak po około 20 minutowej przerwie ruszyliśmy dalej. Stąd widać było już hotel i restaurację Labska Bouda. Dość szybko doszliśmy do tego miejsca, skąd do źródeł Łaby mamy nieco ponad 1 km pod górkę. Nie byliśmy specjalnie zmęczeni, więc bez zatrzymywania uderzyliśmy do źródełka. Kiedy już tam doszliśmy to nie ukrywamy, że byliśmy nieco zawiedzeni. Źródło Łaby to obmurowana kamieniami mała studnia, z której bierze początek ta piękna rzeka. No ale w sumie czego mieliśmy się spodziewać. Przecież rzeki tak właśnie zaczynają swoje życie. Źródło ŁabyObok źródła na kamiennej ścianie pokazano herby miast, przez które przepływa Łaba. Oczywiście są to wszystkie miasta, jakie mija rzeka, również te w Niemczech. Do Źródła Łaby prowadzą szlaki także z polskiej strony, dokładnie ze schroniska na Szrenicy oraz ze schroniska pod Łabskim Szczytem, dlatego możemy tu spotkać sporo rodaków, którzy robią sobie piesze wycieczki np. ze Szklarskiej Poręby. I tak nasz cel Źródło rzeki Łaby został zdobyty. Teraz należało się udać na zasłużone czeskie piwko do Labskiej Boudy. Mając w oczach dwa złociste kufelki bardzo szybko zeszliśmy do restauracji przy hotelu, w której spędziliśmy około godziny upajając się wspaniałym klimatem zrodzonym przez piękny karkonoski krajobraz, piękną pogodę, która zrobiła nam naprawdę fajną niespodziankę i oczywiście czeskie piwko zdegustowane na przemian z całkiem dobrą kawką. Po zasłużonym odpoczynku czekał nas długi około 9-cio kilometrowy spacer w dół Doliną Łaby do Szpindlerowego Młyna. Niedługo po starcie w drogę powrotną przez wspomnianą Dolinę Łaby napotykamy mniejszy, ale przyjemny, drugi wodospad. To oczywiście Labski Wodospad. Trzeba do niego zejść osobną krótką ścieżką. Tutaj zrobiliśmy 15 minutową przerwę, po której już bez zatrzymywania schodziliśmy do miasteczka. Początek szlaku jest dość stromy. labski wodospadBardzo współczuliśmy mijanym osobom wychodzącym do góry, ponieważ wiedzieliśmy, że najpierw pokonali oni około 7 km Doliną Łaby, a potem ostatnie jakieś 2 km męczyli dającym we znaki podejściem. Opcja dotarcia do Źródeł Łaby od strony Medvedina jest o wiele bardziej komfortowa. No chyba, że ktoś ma problemy ze schodzeniem z góry i woli wychodzić pod górę. Po pokonaniu najbardziej stromych zejść i kiedy widzieliśmy, że jesteśmy już na dole ukazał się nam w oddali Panczawski Wodospad, który mijaliśmy jakieś 3 godziny temu. Stąd dopiero widać jego prawdziwą wielkość. Szkoda tylko, że z tego miejsca jest on tak daleko. Dolna część szlaku prowadzi już wzdłuż bardzo małej, można powiedzieć jeszcze młodej Łaby. Droga jest szeroka i wygodna. Można tu spotkać rodziny z małymi dziećmi, które wybrały się na dłuższy spacer ze Szpindlerowego Młyna. Ta część szlaku jest po prostu dla każdego. Można się tu wybrać nawet na wycieczkę rowerami. Pomimo uroku tej ostatniej części szlaku musimy stwierdzić, że po dłuższym czasie marszu odczuwaliśmy pewne znużenie. Dolina ŁabyWidoki jakie widzieliśmy u góry, i które zostały w naszej pamięci przytłaczały nieco monotonny krajobraz Doliny Łaby. W pewnym momencie przyspieszyliśmy kroku, aby szybciej znaleźć się już w miasteczku i skonsumować upragniony późny obiad. Szlak Doliny Łaby wyprowadził nas dokładnie pod dolną stację kolejki na Medvedin. I w taki sposób zrobiliśmy 16 kilometrowe kółeczko, które pokazało nam piękne karkonoskie krajobrazy  oraz dwa bardzo ładne wodospady. Najfajniejsze w tym wszystkim było to, że wcale nie czuliśmy się wykończeni tym marszem. Trasę jaką przebyliśmy możemy polecić każdemu turyście, nawet takiemu jak my, czyli oderwanemu zza biurka haha. Ze szlaku zeszliśmy około 17:00. Pozostało nam wrócić na kwaterę odświeżyć się i wyjść do urokliwego centrum Szpindlerowego Młyna. Miasteczko jest śliczne. Szkoda tylko, że ceny w restauracjach są już mniej śliczne hahaha. Za piwko nie zapłacimy tu mniej jak 50 koron, podczas gdy średnia cena piwa w Czechach waha się w granicach 30…35 koron. Nie mniej jednak wieczorny spacer po miasteczku to naprawdę przyjemność. Będąc w Szpindlerowym Młynie koniecznie należy zatrzymać się przy zaporze utworzonej na Łabie. Miejsce bardzo urokliwe zwłaszcza przy słonecznej pogodzie. Zapora wita każdego turystę przy wjeździe do tego narciarskiego kurortu, więc trudno ją przeoczyć.

MumlavaNa koniec możemy zasugerować bardziej wprawnym turystom przejście do Mumlawskiego wodospadu. Prowadzi do niego niebieski szlak z Labskiej Boudy. To już jednak „odrobinę” dłuższa trasa, ale jak się ją dobrze rozplanuje i potraktuje ambitnie to oczywiście jest do przejścia jednego dnia w obie strony. Sami odwiedziliśmy wodospad dojeżdżając do niego samochodem w dniu wyjazdu do domu. Niestety, aby dojechać tam autem trzeba objechać góry kierując się do Harrachova. Tutaj należy kierować się już drogowskazami w kierunku skoczni. Po drodze znajduje się parking, z którego około 40 minutowym spacerkiem dochodzimy do wodospadu.

Na koniec zapraszamy na foto spacer po karkonoskim szlaku. Wchodzimy TUTAJ.


OBEJRZYJ KRÓTKI FILM

 

 


Eksportuj jako KML dla Google Earth/Google MapsOtwórz niezależną mapę w trybie pełnoekranowymUtwórz kod obrazkowy QR dla niezależnej mapy w trybie pełnoekranowymEksportuj jako GeoJSONEksportuj jako GeoRSS
Szpindlerowy Młyn

ładowanie mapy - proszę czekać...

Szpindlerowy Młyn: 50.730262, 15.606251
Mumlavski wodospad: 50.770448, 15.452785

 

 

Podziel się z innymi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *